Moja podróż do Pekinu

Written by martoszka

Po Tajlandii, miałam jeszcze większą ochotę na zwiedzanie Azji, stąd kolejna była podróż do Pekinu. Wyszła całkiem przypadkiem, mogę w 100% powiedzieć, że nie była planowana. Szukając ciekawych ofert znalazła tą do Pekinu w bardzo korzystnej cenie, tak korzystnej, że szkoda byłoby nie skorzystać, ale o tym przeczytacie w kolejnym poście o Chinach. W Pekinie spędziłyśmy z moją mamą „9 dni”, w tym dwa w podróży. W tym czasie zwiedziłyśmy naprawdę dużo. Podróż do Pekinu była jedną z najbardziej intensywnych ze wszystkich jakie odbyłam! Zwiedziłyśmy tak naprawdę wszystko, co można było zobaczyć w samym Pekinie i jego najbliższych okolicach.  Cały wyjazd idealnie podsumowuje vlog – polecam obejrzeć zanim wczytasz się we wszystko, co zobaczyłam.

Gdzie spałyśmy?

W Jiangxi Grand Hotelu na 3 obwodnicy Pekinu (widok z naszego okna widzicie na miniaturce vloga). Nasz pokój znajdował się na 16. piętrze – wszystkich było nie całe 30. Jest to średniej wysokości hotel w Pekinie. Zabudowa jest tam bardzo strzelista. Standard typowego 3-4 gwiazdkowego hotelu. Śniadanie w formie szwedzkiego stołu z masą lokalnych dań. Jeśli jedziesz z nastawieniem, że zjesz typowe europejskie śniadanie, wybór masz bardzo mały – jajka sadzone, bekon, tosty i żółty ser (który mało przypominał nasz żółty ser). Za to duża ilość boazi i dim sum, czyli pierożków i bułek na parze. Do tego duszone warzywa w lokalnych sosach i przyprawach. Jedyny minus to napoje, Chińczycy nie piją kawy, więc ta ich bardziej przypomina słabą herbatę niż cokolwiek innego.

podróż do pekinu

Gdzie jadłyśmy?

Co wieczór miałyśmy obiadokolację (około godziny 16:00). Jedliśmy w lokalnych restauracjach. W ich tradycji dania podaje się na stół i każdy częstuje się tym na co ma ochotę, dzięki temu co wieczór na nasz stół trafiało około 9-11 różnych potraw. Dzięki temu podróż do Pekinu była naprawdę mocną urozmaicona kulinarnie i poznałam dobrze kuchnie chińską. Co ciekawe, różni się ona znacznie od tego co w Polsce jest nazywane „chińszczyzną”. Lokalne jedzenie jest mocno tłuste i wszystko jest podane w różnych sosach, często ostrych. Po podróży do Tajlandii i próbowania wszystkiego, pokochałam ostre i dzięki temu w Pekinie spróbowałam wszystkiego.

podróż do pekinu

Zwiedzanie

O 15:00 zaczęła się nasza przygoda wsiadając do samolotu w Warszawie. Za 9 godzin miałyśmy wylądować w Pekinie. W samolocie dowiedzieliśmy się, że nasza podróż do Pekinu potrwa nie całe 8 godzin – czyli o 6:00 rano byłyśmy na miejscu.

podróż do pekinu

Dzień 1

Lot trwał krócej, ale samolot jechał po płycie lotniska przez 45 min, aż dojechał do właściwego terminala. Z terminala trzeba było przejechać „kolejką” do miejsca, gdzie odebrałyśmy bagaże (widoczne na vlogu). Z lotniska wyszłyśmy ok. 9:30! Sprawdzanie paszportów i kontrola wizowa trwała długo (choć była znacznie krótsza niż w Nowym Jorku). Odrazu wsiadłyśmy do autobusu i pojechaliśmy zwiedzać! Pierwszego dnia zobaczyłyśmy miasteczko Olimpijskie – powstało one na Olimpiadę w Pekinie w 2008r. Wszystkie obiekty są cały czas w użyciu, zostały zaadaptowane do potrzeb miejskich. Ciekawostka: na stadionie, poza sezonem jest magazyn, w momencie kiedy jest potrzebny rzeczy są wywożone i dzięki temu zarabia na swoje utrzymanie. Następnie pojechaliśmy do Świątyni Nieba uważaną za świątynie taoistyczną, choć wcześniej już była przez „pogan” wykorzystywana do modlitwy o obfite plony.

podróż do pekinu

Dzień 2

Zaczęliśmy od pawilonu pand w Pekińskim ZOO. Pawilon dzieli się na dwa budynki dla młodych i w średnim wieku pand, a drugi dla staruszków. Co ciekawe stare pandy były bardziej ruchliwe niż te młode 😉  Następnie pojechaliśmy do Ogrodów Naturalnej Harmonii, zaaranżowane w stylu Feng Shui, czyli woda i wiatr. Powinny odpowiednio na siebie reagować, a to pozwala na lepsze samopoczucie na danym terenie.

podróż do pekinu
Świetne miejsce, aby posiedzieć i odpocząć przy lokalnych słodkościach. Po kolacji wybraliśmy się na nocne zwiedzanie Pekinu zobaczyliśmy dokładnie to samo, co w kolejnych dniach, ale w zupełnie innej formie, w nocy większość budynków jest pięknie oświetlonych, a wielkie drapacze chmur robią ogromne wrażenie.

podróż do pekinu

Dzień 3

Tego dnia odwiedziliśmy wszystkie możliwe świątynie (przynajmniej mi się wydawało, że więcej się już nie da). W Chinach są trzy religie : Taoizm, Buddyzm i Konfucjanizm. Co ciekawe, w Chinach nie narzuca się dzieciom religii. W momencie, kiedy chcą „przynależeć” do danej wiary, zaczynają o niej czytać, następnie odwiedzają świątynie i składają dary modląc się prosząc o coś konkretnego. Często jeśli życzenie nie zostanie spełnione zmieniają wiarę. 

podróż do pekinu

Dzień 4

Dzień, na który czekałam najbardziej – spacer po murze Chińskim. Miejsce jest przepiękne i tym bardziej polecam po za sezonem, jest wtedy stosunkowo mało ludzi i na spokojnie można się przejść w każdą ze stron. Spacer, przypomina bardziej wspinanie się po niewielkich górkach, nie jest to prosty teren. Za to naprawdę polecam wejść kawałek wyżej i zobaczyć cudowny widok. W Pekinie robiłam wrażenie, wiem brzmi to okronie, ale wiele osób robiło sobie ze mną zdjęcia, głównie starszych. Co dla mnie było zaskakujące, przewodnik powiedział mi, że większość tych kobiet nie widziała wcześniej wysokiej blondynki o jasnej cerze.

podróż do pekinu

Dzień 5

Zwiedzanie zakazanego miasta, robi wrażenie głównie tym jakie jest ogromne i jak jest dobrze zachowane. Najbardziej monumentalny obiekt, który zobaczyłyśmy podczas podróży do Pekinu. Historyczne miejsce, które trzeba zobaczyć będąc w Pekinie. Przerażające jest to w jakim celu zostało wybudowane. Cesarz mieszkając w nim żył jak król ze swoją żoną i maksymalnie 72 kochankami oraz całą służbą. Reszta ludzi umierała z głodu pod murami miasta … W okolicach zakazanego miasta znajdują się hutongi domy zachowane w starym stylu, gdzie można przejechać się rikszą i poczuć się, jakbyśmy cofneli się w czasie o jakieś dwa wieki. Druga część dnia była znacznie ciekawsza, pojechaliśmy do centrum, w części gdzie znajdują się lokalne sklepy oraz wąska uliczka składająca się z bazarów z jedzeniem, głównie z polnym drobiem, czyli skorpionami, pająkami itd. Oprócz mocno dziwnych rzeczy, można było spróbować tam lokalnych słodyczy i street food’u.

Dzień 6

Zwiedzanie parku Rita, gdzie starsi (i nie tylko) ludzie ćwiczą głównie Tai Chi – miejsce w którym można zobaczyć jak spędzają lokalsi czas wolny. Podróż do Pekinu pokazała mi mega różne jego oblicze, to było jedno z najspokojniejszych. Następnie wybraliśmy się w część miasta zachowaną w stylu kolonialnym, uliczki prawie jak z Wielkiej Brytanii. Miejsce, gdzie można kupić wiele „chińskich” pamiątek, jak i lokalnych słodkości. Polecam spróbować ciastek, które przypominają fakturą coś pomiędzy ciastem francuskiem, a kruchym ze słodkim nadzieniem mi najbardziej zasmakowały różane, ale dostępne są w naprawdę wielu smakach m.in. czerwonej słodkiej fasoli, asmantusa. Tego dnia też odwiedziliśmy Pearl Market, czyli wielki sklep (bardziej nawet targ) z podróbkami, pamiątkami i wszystkim tym z czym nam sie kojarzą Chiny. Jest to miejsce, gdzie trzeba stargować 80-90% ceny, jeśli Wam się nie uda po prostu wyjdźcie, wtedy napewno Wasza cena zostanie zaakceptowana. Nie jest to nic obraźliwego tak poprostu wyglądają „chińskie” negocjacje.

podróż do pekinu

Dzień 7

Zwiedziliśmy artystyczną dzielnicę, głównie zajmującą się kaligrafią i antykami. Po czym przeszliśmy się po placu Tiananmen, największym placu na świecie. Nie mogliśmy zobaczyć wszystkiego, ponieważ szykowała się konferencja i cały plac był mocno chroniony i otwarta była jedynie wschodnia część placu. Po całym tygodniu zwiedzania, bardzo potrzebny był dzień „odpoczynku” i możliwość poczucia klimatu miejsca. Naszą podróż do Pekinu zakończyłyśmy tradycyjnym Hot Pot. Trafiliśmy na miejsce w naszej dzielnicy, było to tradycyjne i nikt nie mówił tam po angielsku (jak w 99% miejsc w których byliśmy).  Kelnerka nie umiała nam wytłumaczyć, jak powinno się to obsługiwać (nie jest to takie proste), przyniosła dodatkowy zestaw pałeczek i pokazywała nam, jak powinnyśmy jeść i jak to w ogóle działa.

podróż do pekinu

Chcesz być ze mną na bieżąco? Poznawać wszystkie przepisy zanim pojawia się na blogu ? Masz ochotę na codzienną dawke motywacji ? Dołącz od mojej grupy już dziś i ciesz się wszystkim jako pierwszy z dużą dawką motywacji i zdrowego podejścia do życia 🙂

  • Pięknie. Aż chciałoby się jeszcze więcej zdjęć

    • Będzie więcej 😉 W kolejnym poście o Chinach, ale z trochę innej perspektywy 🙂

  • Świetna podróż! Co ciekawe, najbardziej zszokował mnie opis lotniska – ile czasu tam wszsytko trwało!

    • Jedno z największych lotnisk na świecie, choć odwiedziłam już kilka takich to to wydaje mi się największe i najbardziej „czasochłonne” 😉
      Jedynie dłużej trwało „wizowanie” w Nowym Jorku …

  • Nadia Tokarczyk

    Wow śliczne zdjecia! Zazdroszcze podróży. Odkąd moj brat zaczął uczyć sie chińskiego, ciągnie mnie do Azji. Mam nadzieje, ze kiedys sie tam udam 🙂

    • Trzymam kciuki i mam nadzieję, że uda się odwiedzić 🙂

  • HI hi hi i jak to jest poczuc sie gwiazda? A do tego juz samo mieszkanie na 16 pietrze…. dla mnie to cos, co ma posmak bycia VIP-em. Rzeczywiscie chinsczyzna, chinska kuchnia bardziej kojarzy mi sie z czyms lekkostrawnym, lekkim, roslinnym. Ale absolutnie nie tlustym, polanym tlustymi sosami. To przeciez jest specjalnosc naszej kuchni. Choc na pewno, jak juz czlowiek tak daleko dotarl warto wszystkiego poprobowac. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • Jak się czuć jak gwiazda? Wiem, że jest to naprawdę krępujące (może z czasem to mija). A w zabudownie w Pekinie 16 piętro to nie jest tak wysoko, niskie bloki mają 10 pięter !
      Kuchnia znacznie cięższa od polskiej – nasze mięsa w sosach nie są do tego panierowane, ich to smażenie a potem podanie w sosie – dla mojego żołądka stosunkowo trudne, ale warto popróbować. Dziękuje za odwiedzimy, mam nadzieję, że zostaniesz u mnie na dłużej 🙂

  • Dokładnie tak samo miałam w Birmie, to dziwne uczycie gdy bycie białoskórą blondynką jest unikalne. 🙂 No i niestety „chińskie negocjacje” to już chyba pewien standard w Azji. Ogólnie wpis bardzo ciekawy, ale brakuje mi trochę zdjęć z muru Chińskiego a także lepszego dobrania samych zdjęć do tekstu.

  • Dokładnie tak samo miałam w Birmie, to dziwne uczycie gdy bycie białoskórą blondynką jest unikalne. 🙂 No i niestety „chińskie negocjacje” to już chyba pewien standard w Azji. Ogólnie wpis bardzo ciekawy, ale brakuje mi trochę zdjęć z muru Chińskiego a także lepszego dobrania samych zdjęć do tekstu.

    • Do tego typu negocjacji trzeba się przyzwyczaić, nawet trafniej było by powiedzieć „nauczyć” ja nie jestem dobrym negocjatorem, ale tutaj trochę mogłam się tego nauczyć 😉
      Bałam się ładować jeszcze więcej zdjęć do tekstu, bo wydaje mi się że jest już naprawdę obszernie (względem tego co pojawia się na blogu na codzień). Zdjęcia w większości ukazują to o czym piszę, ale może są za mało precyzyjne, wezmę to pod uwagę przy kolejnych postach o miejscach, dzięki za uwagę 🙂

  • Prawdziwe chińskie jedzenie jest naprawdę wspaniałe. Bardzo się cieszę, że próbowałyście z mamą rożnych potraw, bo przecież lokalna kuchnia to jedna z dróg do zrozumienia danego miejsca. Chociaż na sformułowanie „poznałam dobrze kuchnie chińską” sama bym się nigdy nie odważyła, zanim bym nie przemieszkała tam kilku lat i to najlepiej w kilku prowincjach, bo jedzenie z Běijīng różni się od tego, co serwują w innych częściach kraju.

    • Może masz rację stwierdzenie mocno na wyraz, mogę powiedzieć, że mnie trochę poniosło 😉
      Dla mnie w paru przypadkach było za ciężkie, choć znaczna część była dla mnie totalnym hitem.

  • Guesswhatpl

    Marzy nam się taka podróż, zwłaszcza do Pekinu. W ogóle tamte rejony ostatnio bardzo nas interesują, więc będziemy planować wkróce kolejną podróż. Niedawno wróciliśmy z Tajlandii, gdzie turyści też sobie z nami zdjęcia robili 😉 Świetna relacja!

    • Ja w zeszłym roku pokochałam Tajlandię i mam nadzieję, że uda mi się ją jeszcze raz odwiedzić 🙂
      Azja jest teraz jednym z najwiekszych marzeń, chętnie zobaczyłabym ją całą.
      W jakim regionie Tajlandii byliście ? 🙂

      • Guesswhatpl

        My w Bangkoku i na południowych wyspach, między innymi Phi Phi, Phuket i reszta malowniczych, okolicznych wysp 😉

  • Taka „przypadkowa” podróż to marzenie, tylko pozazdrościć 🙂 Na razie pooglądałam piękne zdjęcia, a kiedyś… kto wie…

    • Trzymam kciuki, że Tobie również się uda 🙂

  • happyabroad.eu

    Bardzo ciekawa relacja 🙂 Mnie rowniez marzy sie w niedalekiej przyszlosci podroz do Azji. Pozdrawiam cieplo!

    • Mam nadzieję, że uda się zrealizować marzenie 🙂

  • Och, zazdroszczę Ci tak bardzo! Azja ma niesamowity klimat, bardzo chciałabym się tam kiedyś wybrać (chociaż bardziej od Chin marzy mi się Japonia). Aha, a jeśli już jest się gdzieś zagranicą i to w dodatku w tak „egzotycznym” kraju to to przecież oczywiste, że trzeba próbować lokalnych potraw! Nie rozumiem ludzi, którzy tego nie robią… Mój tato zwiedził pół świata (umożliwia mu to praca) i w każdym kraju próbował jak największej liczby ichniejszych potraw, herbat i alkoholi (nieważne, jak obrzydliwie by nie wyglądały) 😀

    • Też marzy mi sie Japonia, ale różnica w cenie jest znaczna między tymi dwoma krajami 😉
      Zazdroszczę Twojemu Tacie podróży – próbowanie dla mnie to jeden z najciekawszych aspektów podróżowania (przynajmniej dla mnie) 🙂

  • Cudowny wyjazd! Zazdroszczę! 🙂

  • Pekin dopiero przede mną i to już za dwa tygodnie, dlatego przeczytałam z wielkim zainteresowaniem 🙂

  • Mieszkałam w Chinach półtora roku w Shenzhen i chociaż Pekin nie zaliczył się do najfajniejszych miejsc w Mainland to i tak wspominam go z sentymentem, jak całe Chiny zresztą. Polecam też inne miejsca, ten kraj ma mają duszę i jest tak inny! :))

  • Chociaż Pekin nie jest na liście moich marzeń, to z ciekawością przeczytałam Twoja relacje z podróży 🙂 pozdrawiam 🙂